Moje dziecko do poradni? Po co?

Państwo Nowakowie mają trójkę dzieci. Wszystkie już chodzą do szkoły: najstarsza córka jest w klasie V, średni syn w IV,  najmłodszy Oskar chodzi do klasy II.

Mieszkają w niewielkiej miejscowości w Małopolsce, gdzie niemal wszyscy się znają. Dobrze im się tu żyje, w niewielkiej odległości mieszkają ich bliscy – dziadkowie, rodzeństwo, kuzynostwo. Spotykają się na uroczystościach rodzinnych, ale także wpadają do siebie ot tak, bez okazji. Pani Katarzyna pracuje w Urzędzie Gminy, a pan Stanisław prowadzi skład materiałów budowlanych. Wczoraj było zebranie w szkole. Byli oboje, pan Stanisław był u córki, a pani Katarzyna najpierw poszła do klasy IV, do starszego syna, a później, już po zebraniu, rozmawiała z wychowawczynią Oskara. Wyszła ze szkoły mocno wzburzona.

Scenariusz rozmowy rodziców o Oskarze – wersja 1

Państwo Nowakowie wsiedli do samochodu na parkingu pod szkołą. Pani Katarzyna podniesionym głosem komentowała informacje otrzymane od wychowawczyni Oskara:

- Wyobraź sobie, że ta młoda nauczycielka zasugerowała mi badanie Oskara w poradni psychologiczno-pedagogicznej! Rozumiesz coś z tego? Podobno zauważyła kłopoty dyslektyczne u niego!

- Dyslektyczne?

- No mówię Ci przecież… Ale nic z tego mi nie pasuje. Mówiła, że Oskar nie zawsze rozumie polecenia, że ma kłopot z powtórzeniem, że czasem przekręca wyrazy… Ale przecież on ma dopiero 8 lat, ma prawo do takich błędów. Może nie jest tak rozwinięty jak była Anielka, ale to zdolne dziecko! A ona go chce badać w poradni!

- Ale przecież dysleksja to kłopoty z pisaniem, a on dużo ćwiczy. Może trzeba tylko więcej ćwiczeń i pilnować, żeby się bardziej koncentrował na tym, co robi? On jest czasem taki zawieszony, że trzeba mu przypominać, że żyje…

- Też jej to powiedziałam, a ona na to, że to tylko potwierdza jej słowa. No mówię Ci, tak mnie poirytowała, że musiałam wyjść!

- To co ustaliłaś?

- Nic. Ona jest nauczycielem, ma nauczyć wszystkie dzieci tak samo. Oskar potrzebuje tylko więcej czasu. A my musimy z nim więcej siedzieć i ćwiczyć pisanie i czytanie.

- Masz rację. Tak zrobimy.

Dlaczego taka rozmowa nie przynosi rozwiązania?

Państwo Nowakowie dostali ze szkoły informację, której do końca nie zrozumieli, jednak nie podjęli starań, aby zrozumieć stanowisko wychowawczyni, tylko szukali wytłumaczenia, dlaczego tej informacji nie chcą zrozumieć. Nie wiemy, jak wyglądała rozmowa matki z nauczycielką. Może nauczycielka rzeczywiście zbyt zaufała wiedzy rodziców na temat dysleksji i nie wyjaśniła, co to oznacza w praktyce. Pani Katarzyna podczas rozmowy skupiła się na swoich emocjach i nie zadała żadnych pytań, które przybliżyły by ją do zrozumienia słów nauczycielki.

Na niekorzyść nauczycielki przemawia także jej wiek (bo młoda) i fakt, że przejęła klasę po innym nauczycielu, który kłopotów Oskara nie widział, a jeśli widział, to nie rozmawiał na ten temat z rodzicami chłopca.

Rozmowa rodziców Oskara w samochodzie nie przyniosła żadnych pozytywnych wniosków. Jeśli chłopiec ma rzeczywiście kłopoty, to wczesne zdiagnozowanie ryzyka dysleksji pomoże nauczycielowi w odpowiednim dostosowaniu form i metod pracy z chłopcem. Diagnoza powtórzona na koniec klasy III lub na początku IV będzie skutkować opinią z diagnozą dysleksji. Dzięki niej chłopiec będzie otrzymywał na każdym etapie edukacyjnym profesjonalne wsparcie w nabywaniu wiedzy i umiejętności i radzeniu sobie z rzeczywistością, która dla dyslektycznych dzieci bywa trudna do zrozumienia. Dysleksja to inny sposób postrzegania świata, konieczne jest więc stosowanie innych technik uczenia. Nie jest oznaka niskiej inteligencji, wręcz przeciwnie, często jest związana z wielkim potencjałem.

Rodzice jednak, w opacznie rozumianej trosce o dziecko, chcą go chronić przed badaniem w poradni, chcą więcej z nim ćwiczyć. Takie działania mogą spowodować, że Oskar, wkładając ogromny wysiłek i spędzając coraz więcej czasu na pracy w domu, nie będzie osiągał sukcesów podobnych do innych dzieci, więc stopniowo utrwali sobie nieprawdziwe przekonanie, że jest mniej inteligentny, mniej sprawny, nie nadaje się do wielu rzeczy. Kłopoty wtedy będą już naprawdę poważne, bo nikt nie lubi myśleć o sobie w ten sposób, więc Oskar pewnie podejmie różne aktywności, żeby się dowartościować. Czy będą to działania, które spodobają się rodzicom i nauczycielom? Wątpię.

Scenariusz rozmowy rodziców o Oskarze – wersja 2

Państwo Nowakowie wsiedli do samochodu na parkingu pod szkołą. Pani Katarzyna podniesionym głosem komentowała informacje otrzymane od wychowawczyni Oskara:

- Wyobraź sobie, że ta młoda nauczycielka zasugerowała mi badanie Oskara w poradni psychologiczno-pedagogicznej! Rozumiesz coś z tego? Podobno zauważyła kłopoty dyslektyczne u niego!

- Dyslektyczne?

- No mówię Ci przecież…

- Ale przecież dysleksja to kłopoty z pisaniem, a on dużo ćwiczy. Może trzeba tylko więcej ćwiczeń i pilnować, żeby się bardziej koncentrował na tym, co robi? On jest czasem taki zawieszony, że trzeba mu przypominać, że żyje…

- Też jej to powiedziałam, a ona na to, że to tylko potwierdza jej słowa. No mówię Ci, tak mnie poirytowała, że musiałam wyjść!

- To co ustaliłaś?

- Nic. I wiesz, teraz sobie myślę, że głupio zrobiłam. Przecież ta nauczycielka pewnie chce dobrze dla naszego syna. Widzi go w grupie dzieci, rówieśników, ma porównanie… i pewnie więcej wie o dysleksji niż my…

- To może trzeba jeszcze raz porozmawiać? Kiedy są konsultacje?

- Chyba w czwartki. Mam zapisane. To co? Pójdziesz ze mną?

- Jasne. Ale jeszcze dzisiaj musimy poczytać coś o tej dysleksji. Żeby nie wyjść na takich, którzy się upierają przy swoim i w rezultacie tylko szkodzą swojemu dziecku.

- A co powiemy dziadkom?

- Jak to co? Powiemy, że wspieramy naszego syna. A jak? To nam pewnie podpowiedzą w poradni. A może też o to zapytamy wychowawczynię?

Dlaczego taka rozmowa zbliży rodziców do rozwiązania kłopotów?

Druga rozmowa zaczyna się niemal tak samo. Tu także są silne emocje wynikające z niezrozumienia intencji nauczyciela, jest podniesiony głos, wyrzucanie mnóstwa słów… Ale jest też refleksja nad swoim zachowaniem. Pani Katarzyna podczas tej rozmowy stopniowo się uspokaja, zaczyna analizować całą sytuację, co skutkuje wątpliwością, czy dobrze zrobiła. Zauważa to, czego w emocjach nie widziała: nauczyciel jest z dziećmi kilka godzin dziennie, ćwiczy różne umiejętności, obserwuje postępy i zachowanie wszystkich dzieci, ma porównanie z rówieśnikami oraz wiedzę pedagogiczną i z psychologii rozwojowej. Jeśli wychowawczyni podejmuje z rodzicami taką rozmowę, to widocznie zauważyła coś, co budzi jej niepokój. Kierowana do rodziców sugestia badania w poradni jest wyrazem jej troski o dobry rozwój Oskara. Nauczycielka chce, aby specjaliści z poradni wsparli zarówno Oskara, jak i jego rodziców i nauczycieli teraz i w przyszłości pracujących z chłopcem.

Podsumowując

Poradnia psychologiczno-pedagogiczna jest placówką wspierającą dzieci, rodziców i nauczycieli. Pedagodzy i psycholodzy tam pracujący zajmują się diagnozowaniem źródeł kłopotów dzieci, prowadzą zajęcia terapeutyczne dla dzieci, młodzieży i rodzin, które takiego wsparcia potrzebują. Specjaliści diagnozują zarówno poważne zaburzenia rozwoju (takie jak m.in. niepełnosprawność intelektualną różnego stopnia, nadpobudliwość psychoruchową, autyzm, w tym Zespół Aspergera), ale także specyficzne potrzeby dziecka związane z dysleksją, dysortografią, dyskalkulią czy dysgrafią, a także kłopoty z nieharmonijnym rozwojem, lękami różnego pochodzenia, fobią szkolną, mogą również wesprzeć w pracy z dzieckiem szczególnie uzdolnionym. Może tam przyjść każdy rodzic, który potrzebuje wsparcia w pracy z dzieckiem.

Emocje, które towarzyszą człowiekowi nieustannie, nie są ani dobre, ani złe. Pozwalają nam przeżywać życie, a nie być tylko beznamiętnym obserwatorem rzeczywistości. Jednak opanowanie emocji w sytuacjach trudnych powinno być właściwością każdego dorosłego, ponieważ silne emocje zaburzają ogląd rzeczywistości. Nie zawsze jest to proste, jednak konieczne, aby unikać błędów, które mogą negatywnie zaważyć na naszym życiu. Pani Katarzyna i pan Stanisław zareagowali emocjonalnie, ale podczas drugiej rozmowy potrafili się uwolnić od emocjonalnych reakcji i skupić na sednie sprawy: chcą pomagać swojemu synowi. Jeśli potrzebne jest badanie w poradni, to pojadą i będą rozmawiać ze specjalistami (w tym z nauczycielem uczącym) po to, aby syn mógł dostać takie wsparcie, jakiego potrzebuje.

Maria Tuchowska

Nauczyciel dyplomowany, polonista i teolog. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą w placówkach integracyjnych różnego poziomu, edukator, coach, przeprowadziła ok. 600 szkoleń z zakresu kompetencji psychospołecznych nauczycieli, prawa oświatowego, pracy z dziećmi i młodzieżą z różnego typu zaburzeniami. Specjalizuje się również w tematyce dotyczącej zagadnień związanych z obecnością rodziców w szkole. em>

Artykuł pochodzi z serwisu https://portal.librus.pl/rodzina